Fałszywe informacje o zdrowiu przestały być zbiorem odosobnionych internetowych plotek. Tworzą system narracji, który wpływa na decyzje potencjalnych pacjentów o szczepieniach, diagnostyce i leczeniu, osłabia zaufanie do lekarzy, a niekiedy staje się narzędziem sprzedaży pseudoterapii. Stworzony przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu i Mediaboard raport „Dezinformacja medyczna” pokazuje zarówno skalę obecności tego zjawiska w polskiej infosferze, jak i jego nową, trudniejszą do rozpoznania postać.
Raport medialny „Dezinformacja medyczna”, przygotowany przez Uniwersytet Medyczny we Wrocławiu we współpracy z firmą Mediaboard, opublikowany został w czerwcu bieżącego roku. (Raport znaleźć można na stronie: POBIERZ TUTAJ)
Autorzy objęli analizą przekazy opublikowane od 1 stycznia 2025 do 14 maja 2026 roku w ogólnodostępnych portalach internetowych, prasie, radiu, telewizji i mediach społecznościowych. Badanie dotyczyło zdrowia, profilaktyki, diagnostyki, leczenia, szczepień, medycyny alternatywnej oraz wykorzystania sztucznej inteligencji w komunikacji zdrowotnej. Powstanie raportu ma przy tym znaczenie wykraczające poza sam opis sytuacji: dokument ma być punktem wyjścia do dalszego monitorowania narracji dezinformacyjnych oraz działań edukacyjnych UMW.
„Jako lekarz, ale też jako naukowiec, nie mam wątpliwości, że wiedza to dziś za mało. Kluczowe staje się to, czy umiemy ją przekazać” – podkreśla w dokumencie prof. Piotr Ponikowski, rektor Uniwersytetu Medycznego we Wrocławiu. W jego ocenie dezinformacja medyczna faktycznie zagraża życiu, a przez to staje się również problemem bezpieczeństwa państwa.
Czym jest dezinformacja medyczna?
W ujęciu przedstawionym przez Państwową Inspekcję Sanitarną dezinformacja oznacza fałszywą albo wprowadzającą w błąd treść tworzoną lub rozpowszechnianą celowo – po to, aby oszukać odbiorców lub osiągnąć określone korzyści. Dezinformacja zdrowotna obejmuje między innymi fałszywe porady, podważanie bezpieczeństwa i skuteczności sprawdzonych metod leczenia oraz promowanie leków, suplementów, diet lub terapii o rzekomo „cudownym” działaniu.
NASK stosuje zbliżone ujęcie przedmiotowe: są to fałszywe lub mylące przekazy dotyczące profilaktyki, diagnostyki i leczenia. Mogą odnosić się do pojedynczego preparatu lub badania, ale również do całych dziedzin medycyny, takich jak transplantologia, oraz do polityk zdrowotnych i programów szczepień. Treści te rozpowszechniane są zarówno w internecie, jak i podczas wydarzeń, i w wydawnictwach promujących para- i pseudomedycynę. Część z nich służy też bezpośrednio sprzedaży produktów i usług przedstawianych jako terapeutyczne.
Na potrzeby raportu przyjęto szerszą definicję operacyjną. Do analizowanej kategorii zaliczono informacje sprzeczne z aktualną wiedzą medyczną, uproszczenia mogące prowadzić do błędnych wniosków, niesprawdzone porady terapeutyczne, manipulacje dotyczące skuteczności leczenia lub szczepień oraz przekazy wykorzystujące pseudonaukowy autorytet albo fałszywe kompetencje eksperckie. Takie ujęcie pozwoliło badać szkodliwy przekaz bez konieczności każdorazowego rozstrzygania, czy intencją autora było świadome oszustwo.
Skala zjawiska – i konieczne zastrzeżenie metodologiczne
W analizowanym okresie odnotowano 32 083 publikacje w mediach tradycyjnych i internetowych. Wygenerowały one ponad 2,6 miliarda kontaktów z przekazem, a ich szacunkowa wartość reklamowa przekroczyła 3,45 miliarda złotych. W mediach społecznościowych zmonitorowano 347 377 wpisów o łącznym zasięgu przekraczającym 850 milionów kontaktów.
Liczb tych nie można jednak utożsamiać z liczbą materiałów szerzących fałszywe informacje. Zbiór badawczy obejmował zarówno treści dezinformacyjne, jak i artykuły eksperckie, audycje edukacyjne oraz materiały fact-checkingowe, które analizowały lub prostowały mity. Dane mierzą więc skalę całej debaty wokół dezinformacji medycznej i jej obecność w obiegu publicznym, a nie wyłącznie produkcję fałszywych treści. To ważne zastrzeżenie przy interpretowaniu wyników.
Analiza miała charakter ilościowo-jakościowy. Obejmowała jedynie treści publicznie dostępne – bez prywatnych rozmów, komunikatorów i zamkniętych grup, bez mediów naukowych i medycznych dla profesjonalistów. Słownik monitorowanych pojęć opracowano na podstawie przeglądu literatury z lat 2020–2026, a następnie rozwijano go o nowe narracje, obietnice terapeutyczne, nazwiska, profile i powtarzalne sformułowania pojawiające się w rzeczywistym przekazie medialnym.
Od teorii spiskowej do „praktycznego poradnika”
Najważniejszym wnioskiem raportu jest zmiana formy dezinformacji. Otwarta teoria spiskowa nie zniknęła, lecz coraz częściej ustępuje miejsca przekazowi przypominającemu poradnik zdrowotny. Zamiast twierdzenia o globalnym spisku odbiorca otrzymuje wskazówkę, co powinien jeść, jaką witaminę przyjmować, jak wykonać „detoks”, „odrobaczyć się” albo „usunąć prawdziwą przyczynę choroby”.
Największą część analizowanych narracji stanowiły treści antyszczepionkowe – 54 proc. Drugie miejsce zajęły teorie żywieniowe i lifestyle’owe, odpowiadające za 23 proc. przekazu. Narracje środowiskowe, związane między innymi z 5G, Wi-Fi, chemtrails i fluoryzacją, stanowiły około 16 proc.
Nowa postać dezinformacji jest szczególnie skuteczna, ponieważ miesza twierdzenia prawdziwe z nieuprawnionymi wnioskami. Dieta rzeczywiście wpływa na stan zdrowia, aktywność fizyczna ma znaczenie profilaktyczne, a mikrobiota jest przedmiotem badań. Manipulacja zaczyna się w chwili, gdy z tych przesłanek wyprowadza się obietnicę, że odpowiednia dieta zastąpi leczenie onkologiczne, głodówka „zresetuje” organizm, a wysokie dawki witamin wyleczą poważną chorobę.
Raport wymienia między innymi narracje dotyczące „lewoskrętnej witaminy C”, bardzo wysokich dawek witaminy D, głodówek przedstawianych jako „operacja bez skalpela”, leczenia rzekomego „zakwaszenia organizmu” oraz pasożytów opisywanych jako uniwersalna przyczyna chorób – od otyłości po nowotwory. Treści te mogą prowadzić do sprzedaży detoksów, suplementów i usług, a jednocześnie podważają wartość standardowej diagnostyki.
Szczepienia jako główne pole manipulacji
Narracje antyszczepionkowe pozostają najbardziej rozbudowanym obszarem dezinformacji zdrowotnej. NASK wskazuje między innymi utrwalony mit o związku szczepionki MMR z autyzmem. Jego źródłem była wycofana publikacja, której ustalenia uznano za niewiarygodne, jednak jej tezy nadal krążą w przestrzeni publicznej. Jest to modelowy przykład „zombie paper” – zdyskredytowanej pracy naukowej, która mimo wycofania wciąż funkcjonuje jako rzekomy dowód.
W przypadku szczepień przeciw HPV wskazywane fałszywe tezy obejmują twierdzenia, że szczepienie zwiększa ryzyko raka szyjki macicy, powoduje bezpłodność, choroby autoimmunologiczne, stwardnienie rozsiane lub zaburzenia psychiczne, a także że jest nieskuteczne albo niepotrzebne u dzieci i chłopców. Materiał NASK wyjaśnia, że część tych przekazów powstaje przez błędną interpretację danych, utożsamienie następstwa czasowego z przyczynowością oraz wybiórcze przedstawianie funkcji szczepienia.
Raport pokazuje zarazem, że dyskusja o HPV została przeniesiona z obszaru profilaktyki nowotworowej na pole konfliktu kulturowego. W przekazach pojawiały się zarzuty dotyczące „seksualizacji dzieci”, ingerencji państwa w prawa rodziców oraz prowadzenia „eksperymentu na dzieciach”. W efekcie kwestia medyczna staje się punktem wyjścia do sporu o szkołę, seksualność, wolność i rolę instytucji publicznych.
Mammografia, transplantologia i fałszywa przyczynowość
Dezinformacja nie ogranicza się do szczepień. NASK wymienia twierdzenie, że mammografia powoduje raka. Manipulacja polega w tym przypadku na wyolbrzymieniu informacji o wykorzystywaniu promieniowania jonizującego przy jednoczesnym pominięciu niewielkich dawek oraz korzyści wynikających z możliwości wczesnego wykrycia nowotworu.
Innym przykładem jest teza, że transplantologia „wiąże się z zabijaniem”. Narracja ta zniekształca dyskusje dotyczące kryteriów stwierdzania śmierci oraz pomija wieloetapowe, komisyjne procedury pobierania narządów. Konsekwencją może być nie tylko nieufność wobec personelu, lecz także spadek akceptacji dla transplantacji i większa liczba sprzeciwów wobec pobrania narządów.
Lęk, nadzieja i pozór autorytetu
Dezinformacja zdrowotna jest skuteczna nie dlatego, że każda fałszywa teza jest logicznie przekonująca. Jej siła wynika z umiejętnego uruchamiania emocji, szczególnie w sytuacji choroby, niepewnego rokowania lub troski o dziecko.
Dane przywołane przez NASK pokazują, że w analizowanych materiałach dezinformacyjnych najczęściej wykorzystywano nadzieję, niepewność i strach. Dominującą intencją przekazów było negowanie faktów naukowych, a wśród technik manipulacji szczególnie często występowały wybiórcze dobieranie danych, wyolbrzymienie i tworzenie fałszywych powiązań.
Istotną rolę odgrywa „technika autorytetu”: biały kitel, tytuł naukowy, wykres, fachowo brzmiący termin czy przypis mogą nadawać nieprawdziwemu przekazowi pozór profesjonalizmu. Technika ta jest obecnie wzmacniana przez sztuczną inteligencję. Raport opisuje generowane wizerunki lekarzy, deepfake’i oraz reklamy „cudownych” suplementów. Spokojnie mówiący „specjalista”, którego obraz i głos zostały wygenerowane, może być trudniejszy do rozpoznania niż anonimowy wpis na forum.
W mediach społecznościowych dominującym kanałem był YouTube, odpowiadający za 54,2 proc. analizowanych wpisów dotyczących dezinformacji medycznej. Format wideo ułatwia personalizację przekazu: twórca pokazuje twarz, posługuje się prostym językiem, opowiada historię pacjenta i przedstawia jednoznaczne rozwiązanie. W ten sposób relacja paraspołeczna może zastępować weryfikację kwalifikacji i dowodów.
Dezinformacja jako element modelu biznesowego
Raport jest jednym z elementów walki z dezinformacją medyczną, warto jednak pamiętać, że nie jest ona w żadnym razie zjawiskiem nowym, a promowanie niesprawdzonych metod lub kwestionowanie leczenia konwencjonalnego często nie występuje samoistnie. Towarzyszy mu najczęściej oferowanie konkretnych usług, preparatów albo procedur. Pacjent najpierw ma zostać przekonany, że medycyna akademicka nie zna lub ukrywa „prawdziwą przyczynę” choroby, a następnie otrzymuje płatną alternatywę. W tym ujęciu dezinformacja jest częścią ścieżki pozyskiwania klienta.
Szczególne ryzyko pojawia się, gdy przekaz jest uwiarygadniany przez influencerów lub osoby powszechnie znane. Ich rozpoznawalność wywołuje wrażenie autentyczności nawet wtedy, gdy nie mają odpowiednich kompetencji albo… wiedzy o tym, że właśnie bezprawnie użyto ich wizerunku. Wielokrotnie do redakcji „Estetyka i Chirurgia – Medyczna TV” zgłaszane były przypadki, w których ukradzione zdjęcie lekarza lub naukowca pojawiało się razem z jego imieniem i nazwiskiem w mailach spamowych lub na stronach internetowych (a czasem także w mediach drukowanych), w reklamie podejrzanych specyfików
Fałszywe wrażenie profesjonalizmu może być tworzone także poprzez nazewnictwo. Tu najważniejszym przykładem może być używanie słowa „klinika” przez podmiot, którego rzeczywisty status nie odpowiada skojarzeniom wywoływanym przez tę nazwę: pacjent może bowiem uznać, że placówka spełnia szczególne wymagania, zatrudnia wybitnych specjalistów lub prowadzi badania kliniczne. W takim przypadku manipulacja nie dotyczy jednej informacji medycznej, lecz całego wizerunku instytucji.
Odpowiedzialność mediów profesjonalnych
W świecie, w którym granica między medium, prywatnym profilem, reklamą i działalnością social mediową staje się coraz mniej czytelna, szczególna odpowiedzialność spoczywa na profesjonalnych mediach medycznych i branżowych. Informacja powinna być merytorycznie pewna, a błąd – szybko, otwarcie i wyraźnie sprostowany. Przekaz powinien być aktualny i bezinteresowny, czyli tworzony w interesie odbiorcy, a nie nieujawnionego zleceniodawcy, a jeśli stanowi materiał sponsorowany – powinien być wyraźnie oznaczony.
To rozróżnienie ma zasadnicze znaczenie w komunikacji medycznej. Sam profesjonalny wygląd publikacji, tytuł eksperta albo obecność terminologii naukowej nie gwarantują wiarygodności. O jakości świadczą przejrzystość źródeł, oddzielenie informacji od promocji, gotowość do korekty i możliwość ustalenia, czy autor działa w interesie pacjenta, czy podmiotu sprzedającego określoną terapię lub produkt, i – co wydaje się obecnie najważniejsze – czy podmiot publikujący działa w sposób transparentny i zgodny z obowiązującym prawem.
Konsekwencje kliniczne i społeczne
Zdecydowanie należy pamiętać, że lista możliwych następstw dezinformacji obejmuje pogorszenie stanu zdrowia, opóźnienie diagnozy, wzrost ryzyka powikłań, porzucenie skutecznej terapii oraz szkody dla zdrowia publicznego. Towarzyszy temu często podważanie wiarygodności naukowców, lekarzy i instytucji ochrony zdrowia.
NASK wskazuje, że długofalowy spadek zaufania może prowadzić do unikania szczepień, badań profilaktycznych i zalecanych terapii, a w konsekwencji do wzrostu zachorowalności i umieralności z powodu chorób możliwych do uniknięcia lub leczenia. W przypadku mammografii skutkiem może być późniejsze rozpoznawanie raka piersi, a w przypadku transplantologii – zmniejszenie społecznej akceptacji dla pobierania narządów.
Dezinformacja działa również poza gabinetem. Pogłębia polaryzację, szczególnie w kwestiach zdrowia reprodukcyjnego, seksualności i profilaktyki, może stygmatyzować grupy społeczne oraz zwiększać koszty systemu ochrony zdrowia. Jest więc jednocześnie problemem klinicznym, komunikacyjnym, społecznym i instytucjonalnym.
Od raportu do systemowej odpowiedzi
Autorzy raportu „Dezinformacja medyczna” nie ograniczają się do katalogowania mitów. Dokument ma inicjować szerszy program działań obejmujący systematyczne monitorowanie nowych narracji, analizowanie ich wpływu na zdrowie publiczne oraz wspieranie edukacji opartej na wiedzy naukowej. Zapowiedziano m.in. utworzenie Obserwatorium Dezinformacji Medycznej, rozwój kampanii „Zdrowiej wiedzieć” oraz ogólnodostępnego serwisu obalającego popularne mity zdrowotne.
Skuteczna odpowiedź wymaga jednak czegoś więcej niż prostowania kolejnych postów. Potrzebne są: komunikacja prowadzona zrozumiałym językiem, empatyczna rozmowa z pacjentem, szybka reakcja na nowe narracje, przejrzystość interesów komercyjnych, odpowiedzialność platform, profesjonalne standardy mediów oraz rozwiązania prawne wymierzone w sprzedaż pseudoterapii.
Raport UMW i Mediaboard dokumentuje moment, w którym dezinformacja medyczna przestaje być pobocznym problemem internetu. Wchodzi do gabinetu razem z pacjentem – w postaci obaw, odmowy szczepienia, opóźnionej diagnostyki, pytań o „detoks”, przekonania o szkodliwości mammografii lub wiary w internetowego „lekarza”, który w rzeczywistości może nie istnieć. Dlatego przeciwdziałanie jej powinno stać się trwałym elementem profilaktyki, bezpieczeństwa pacjenta i odpowiedzialności całego systemu ochrony zdrowia.




