Opublikowany 23. stycznia komunikat Ministerstwa Zdrowia dotyczący medycyny estetyczno-naprawczej mimo, że w oczywisty sposób nie wprowadza żadnych nowych praw i obowiązków, a jedynie podkreśla elementy prawa funkcjonującego, wzbudził i wciąż wzbudza wiele obaw i kontrowersji zarówno po stronie kosmetologów i tzw. „branży beauty”, jak i lekarzy. Od dnia opublikowania nie ma dnia, aby nie informowało o nim z własnym komentarzem jakieś medium, stowarzyszenie, towarzystwo, uczelnia, czy – wreszcie – sami lekarze i kosmetolodzy. Dwugłos w odpowiedzi na pytanie: „Kto jakie zabiegi może wykonywać?” istnieje także wśród prawników. W mediach i social mediach pojawiają się więc komentarze, organizowane są webinary, szkolenia, prelekcje… I wszystko to z powodu jednego komunikatu.
„Obecne dyskusje wynikają z błędnego postrzegania medycyny estetycznej wyłącznie jako rynku usług upiększających, podczas gdy jest to obszar medycyny związany z realnym ryzykiem powikłań.” – tak Ministerstwo Zdrowia odpowiada na nasze pytanie dotyczące tego, jak w samym MZ odbierana jest narastająca liczba opinii i publikacji na temat komunikatu. „Komunikat z 23 stycznia nie wprowadza nowego stanu prawnego, lecz przypomina o obowiązujących przepisach, w tym o rozporządzeniu z 13 czerwca 2023 r., które wprowadziło umiejętność zawodową „medycyna estetyczno-naprawcza” (kod 028). Tam, gdzie pojawia się ryzyko działań niepożądanych wymagających leczenia, niezbędna jest holistyczna wiedza medyczna, a nie tylko techniczna wprawa. Priorytetem zawsze powinno być zdrowie i bezpieczeństwo pacjentów/klientów salonów.”
Granica między zabiegiem kosmetycznym a procedurą medyczną
Wiele różnych osób wypowiedziało się w ciągu minionego miesiąca w Internecie na temat tego, gdzie (często również: i dlaczego) powinna przebiegać granica dopuszczenia kosmetologa do wykonania zabiegu. Zarówno środowisko kosmetologiczne, jak i lekarskie, podnosiło kwestię nieostrości wskazanych procedur: szczególne wątpliwości, co znaleźć można było w wyrażanych na forach opiniach, budziły np. zabiegi z użyciem lamp LED (które często są także wyrobem dopuszczanym do użytku domowego), RF i peelingi. „Granica między zabiegiem kosmetycznym a procedurą medyczną przebiega tam, gdzie kończy się pielęgnacja, a zaczyna potrzeba wiedzy klinicznej i odpowiedzialności właściwej dla lekarza.” – odpowiada Ministerstwo Zdrowia – „Według wykazu umiejętności dla kodu 028, procedury z użyciem urządzeń takich jak lasery wysokoenergetyczne, radiofrekwencja (RF), karboksyterapia czy lampy LED (posiadające certyfikaty medyczne zgodnie z rejestracją), a także peelingi medyczne średniogłębokie i głębokie, są zarezerwowane dla lekarzy. Wyjątek stanowią urządzenia dopuszczone do użytku przez osoby niebędące lekarzami oraz mezoterapia mikroigłowa.” Odpowiedź na pytanie tak często przez komentujących zadawane: dlaczego w komunikacie znalazły się takie, a nie inne procedury? Kto to wymyślił? była i jest prosta. Nie jest to „nowy wykaz” – jak informowały niektóre media i publikatory, tylko wykaz tożsamy i zgodny z minimalnym standardem, który znaleźć można na stronie CMKP.
Jeśli procedura medyczna, to tylko lekarz
Inną sprawą jest, czy za dopuszczalną uważa MZ sytuację, w której kosmetolog wykonuje nieiniekcyjny zabieg z zakresu medycyny estetycznej (np. peeling, karboksyterapię lub zabieg z użyciem urządzenia wysokoenergetycznego lub radiofrekwencji) pod nadzorem i na zlecenie lekarza. To pytanie powtarzało się bardzo często także i w korespondencji, którą otrzymywaliśmy od lekarzy zatrudniających w swoich gabinetach kosmetologów. Mogłoby się wydawać, że taka sytuacja jest dopuszczalna, gdyby zawód kosmetologa uznać za zawód medyczny lub gdyby posiadał on odpowiednią ustawową regulację. Ale nie posiada. Jak podkreśla MZ „Procedury medycyny estetyczno-naprawczej są świadczeniami zdrowotnymi, a zawód kosmetologa nie jest ustawowo regulowanym zawodem medycznym. W związku z tym osoby te nie posiadają uprawnień do wykonywania świadczeń zdrowotnych. Procedury te wymagają zachowania standardów właściwych dla medycyny i zasad odpowiedzialności zawodowej, co oznacza, że powinny być wykonywane przez osoby z kwalifikacjami medycznymi (lekarzy i lekarzy dentystów).” Więc jednak: „wykonywane”, nie zaś wyłącznie „nadzorowane” – wszystkie procedury przynależne do kodu 028, z wyjątkiem mezoterapii mikroigłowej i obsługi urządzeń dopuszczonych do użytku przez osoby niebędące lekarzami (np. niektórych lamp LED – także tych, będących wyrobami medycznymi, należy zwrócić bowiem uwagę na fakt, że kryterium dozwolenia użytku jest podmiotowe, nie zaś przedmiotowe).
Problem wynika z błędnej interpretacji przepisów i niezrozumienia komunikatu
Na łamach „Medonet” prawnik, Piotr Misiorowski, przywołuje sytuację, w której „sąd uznał, że kosmetolożka wykonała zabieg (powiększenia ust) zgodnie ze sztuką, przegrała jednak proces, ponieważ w ogóle nie ma prawa do jego wykonywania”. Ma to być, jak się wydaje, poparcie tezy, że zabieg ten mogliby wykonywać kosmetolodzy, tym bardziej, że w dalszej części swojego komentarza prawnik zwraca uwagę na fakt „przerywania ciągłości tkanek” podczas wykonywania np. tatuażu. To jeden z wielu przykładów obrazujących, że także wśród prawników panuje dwugłos w kwestii tego, gdzie przebiega granica między kosmetologią i medycyną (lub: gdzie przebiegać powinna). Ale przecież nie o ciągłość tkanek chodziło w przepisach, które medycynę estetyczno-naprawczą przyporządkowują lekarzom. Od wielu już na niemal każdym kongresie medycznym przypominamy i wręcz żartujemy z tego, że powoływanie się na ciągłość tkanek zapewni lekarzom prędzej czy później wyłączność w zakresie wykonywania makijażu permanentnego i tatuażu, piercingu, przekłuwania uszu i wielu jeszcze innych czynności (nie tylko kosmetycznych). I przyznam, że od kilku dobrych lat nie widziałem powołującego się na kwestię przerywania tkanek lekarza. Powikłania, to inna sprawa. I powinno być jasne, że o to właśnie chodzi najbardziej, dlatego odpowiedź MZ przynajmniej mnie nie zaskoczyła: „W medycynie estetycznej nie chodzi jedynie o techniczny aspekt przerywania ciągłości skóry (jak w przypadku tatuażu), ale o fakt, że są to procedury medyczne obarczone ryzykiem powikłań. Wykonywanie takich zabiegów wymaga pełnego procesu: od wykluczenia przeciwwskazań po ewentualne leczenie powikłań, co wykracza poza kompetencje osób bez wykształcenia lekarskiego. Sama „wiedza techniczna” z kursów jest niewystarczająca wobec konieczności posiadania szerokiej wiedzy medycznej o wskazaniach, interakcjach i bezpieczeństwie aseptycznym.”
Przyszłość leży w regulacjach
W komunikacie MZ z 23. stycznia procedury z zakresu medycyny estetyczno-naprawczej określone zostały jako świadczenia zdrowotne. To novum, które rozwiązuje częściowo problem interpretacyjny w zakresie uprawnień do wykonywania zabiegów: świadczenia zdrowotne zgodnie z obowiązującą ustawą wykonywać mogą bowiem w szczególności: lekarze, lekarze stomatolodzy, pielęgniarki i położne, fizjoterapeuci, diagności laboratoryjni i inne osoby wykonujące zawód medyczny, jeśli przepisy tak stanowią. Czy w przyszłości wśród tej grupy znajdą się kosmetolodzy? Być może – o ile zawód przyjmie formę regulowaną i uznany zostanie za zawód medyczny. „Uznanie procedur medycyny estetycznej za świadczenia zdrowotne ma na celu podkreślenie, że wymagają one standardów medycznych i odpowiedzialności zawodowej. Skoro kosmetolodzy i kosmetyczki nie wykonują zawodu medycznego regulowanego ustawowo, nie mają uprawnień do udzielania świadczeń zdrowotnych. Nie są objęci przepisami dotyczącymi zawodów medycznych, które uprawniałyby ich do podejmowania takich działań nawet pod nadzorem lekarza. Medycyna estetyczna musi być wykonywana przez osoby posiadające odpowiednie kwalifikacje medyczne.”
Czy warto w dalszym ciągu rozstrząsać kto i co powiedział na temat komunikatu? Chyba tylko dla cklickbaitów. Obowiązujące prawo reguluje znakomitą większość tak szeroko w ostatnim czasie komentowanych kwestii. Nie reguluje natomiast statusu kosmetologa, ale zmiana tego stanu rzeczy z całą pewnością leży obecnie głównie w rękach samych kosmetologów.
red., mgr prawa Andrzej Gross –
dziennikarz medyczny i prawnik in-house w Grupie Medialnej „Estetyka i Chirurgia – Medyczna TV”. Zajmuje się teorią prawa, prawem mediów, prawem autorskim i prawem medycznym oraz marketingiem medycznym. Prelegent krajowych i międzynarodowych kongresów i sympozjów naukowych, inicjator i współorganizator Ogólnopolskiej Konferencji Naukowej „Prawo w medycynie – Medycyna w prawie” i sympozjum naukowego „Prawo i medycyna”. W latach 2005-2010 członek Polskiej Izby Komunikacji Elektronicznej. Od lat dziewięćdziesiątych dziennikarz, redaktor i producent telewizyjny, związany z mediami lokalnymi, regionalnymi i ogólnopolskimi. W wolnym czasie wykładowca akademicki i manager systemu ochrony zdrowia.




